Uczuciometr, a może miłośnik?

Najprostszy uczuciometr, można go mieć zawsze ze sobą i nie wymaga baterii.

Najprostszy uczuciometr, można go mieć zawsze ze sobą i nie wymaga baterii.

Ten dziwny tytuł to wyraz rozterek – jak nazwać układ związany z walentynkami. Ale po kolei – od zawsze ludzie chcieli wiedzieć, co o nich sądzą ich potencjalni partnerzy. Chęć wpływania na uczucia była w nas od zarania dziejów. Stąd tyle opowieści o czarownicach i lubczyku, o czarodziejach umiejących odczytać myśli innych ludzi itp.

Również współczesna fantastyka nie stroni od tych tematów. Znanych jest mi co najmniej kilkanaście opowiadań SF o urządzeniach i o ludziach mogących odczytywać, a nawet wpływać na wzajemne uczucia i relacje międzyludzkie. Ten bardzo nośny temat jest też wykorzystywany marketingowo. Oczywistym są różnego rodzaju maskotki i ozdoby związane z 14 lutego. Bardzo popularne (płatne rzecz jasna) są serwisy SMS, gdzie wpisując imię naszej sympatii, otrzymujemy ocenę jej przychylności. W Internecie łatwo znaleźć różnego rodzaju gry i portale, na których, po wprowadzeniu kilku danych na temat drugiej osoby, dowiemy się, jak przychylnie na nas spogląda.

Również w „tym temacie” nie pozostała w tyle. Od początku ery lampowej, potem tranzystorowej, różni wynalazcy i konstruktorzy próbowali wymyślić urządzenie, które bez problemu mogłoby rozpoznać, zmierzyć i ewentualnie zmienić wzajemną sympatię dwojga osób. Zastosowanie – oczywiście nieograniczone! Niestety – a może na szczęście, ostatecznego rozwiązania tego problemu jeszcze nie ma (a przynajmniej nie jest znane autorowi).

Przykłady – proszę bardzo! Do problemu zabrali się, najlepsi w owym czasie, elektronicy z bratniego kraju. Nie wyszedł im, co prawda, sympatii, ale zbudowali urządzenie, które potrafiło rozpoznać płeć osoby stojącej w zasięgu czujników. Maszyna zamontowana była w pudle wysokim na metr, a ustawiono ją na jednej z wystaw sławiących osiągnięcia techniki. Badana osoba stawała przed nią i po chwili zapalała się lampka sygnalizująca, czy jest to kobieta, czy mężczyzna. Jak myślicie, w jaki sposób odbywało się rozpoznanie? Otóż sprytni konstruktorzy wykorzystali do tego czujnik ciepła nóg. Mężczyzna ubrany w spodnie był od dołu chłodniejszy, niż kobieta ubrana w sukienkę. Tak, wiem, o czym pomyślicie – teraz niestety większość dziewcząt chodzi w spodniach. Jednak w owym czasie w ZSRR (taka historyczna nazwa) było raczej niespotykane, żeby na wystawę czy imprezę rozrywkową przyszła kobieta ubrana w spodnie.

Dalszy etap rozwoju urządzeń mierzących wzajemną sympatię wiązał się z faktem, że człowiek to tak naprawdę źródło rozlicznych prądów elektrycznych. Zaczęto je mierzyć, doszukując się powiązań między ich kształtem, częstotliwością i natężeniem a wzajemnymi odczuciami. Prace trwają do dziś…

Oczywiście nie przeszkadza to w sprzedaży przemyślnych urządzeń, które rzekomo na 100% gwarantują ocenę wzajemnej sympatii. Wystarczy wpisać w Google hasło „love meter”.

Zestaw en face.

Zestaw en face.

Temat dostrzegła również – i nie zawiodła swoich sympatyków – belgijska firma Velleman. W swojej ofercie minikitów (czyli bardzo prostych układów elektronicznych) umieściła zestaw oznaczony symbolem MK149. Jego nazwa – Love Tester, mówi nam w zasadzie wszystko. Ciekawa i bardzo prosta zarazem jest zasada działania tego testera. Otóż na płytce drukowanej są dwa pola stykowe – elektrody. Każda z badanych osób jedną dłonią chwyta elektrodę, drugą – dłoń partnera. Wskaźnik natychmiast pokaże, jaka jest siła wzajemnych uczuć. Pary o najmocniejszym oddziaływaniu zostaną dodatkowo poinformowane o tym fakcie specjalnym sygnałem dźwiękowym.

Możemy również badać poziom wzajemnej sympatii większej liczby osób. Wystarczy, że trzymając się za ręce, utworzą łańcuch. Pierwsza i ostatnia osoba chwyta elektrody, a wszyscy odczytują wynik.

Czas na podstawy, czyli opis metody pomiaru. Proponuję pominąć go osobom, które chcą wierzyć w wiarygodność odczytów tego .

Układ jest w istocie miernikiem rezystancji. Dwie (lub więcej) trzymające się za ręce osoby tworzą rezystor, którego oporność bardzo silnie zależy od własności skóry. Ci, którzy mają wilgotne ręce, będą odbierani, jako najbardziej wrażliwi na względy partnera. Pary o suchych dłoniach mogą zostać zdyskwalifikowane niskim wynikiem. Ot i cała filozofia.

W zestawie otrzymujemy wszystkie (za wyjątkiem baterii 9 V) potrzebne elementy. Z narzędzi niezbędna będzie lutownica z cyną, cążki do cięcia końcówek oraz niewielki wkrętak.

Układ testera zaprojektowano w oparciu o trzy układy scalone. Pierwszy z nich zawiera cztery wzmacniacze operacyjne, drugi jest sterownikiem skali LED, a trzeci to stabilizator napięcia. Do tego kilka drobnych elementów: LED-y, brzęczyk, potencjometr, uchwyt na baterie i włącznik.

Po wypakowaniu części.

Po wypakowaniu części.

Zestaw zapakowany jest, tak jak wszystkie z serii, w przeźroczystą wytłoczkę zamkniętą złożoną tekturką. Jej zewnętrze zajmuje zdjęcie gotowego „miernika” i kilkujęzyczny opis. W środku – opracowana w bardzo przejrzysty, łopatologiczny sposób, obrazkowa instrukcja montażu. Wszystkie kolejne fazy lutowania są pokazane na rysunkach i ponumerowane. Rezystory mają rozszyfrowany kod paskowy, jedyną trudnością może być fakt, że zrobiono to w języku angielskim. Pozostałe elementy mają pokazane polaryzacje i sposób ich umieszczenia w układzie. Zamieszczono też kompletny schemat ideowy układu.

Jednostronną płytkę drukowaną przygotowano w typowym standardzie producenta. Ma oryginalny kształt – trzy połączone ze sobą serca. Od strony montażowej (elementów) znajduje się rysunek z ich rozmieszczeniem. Zaznaczono wszystkie polaryzacje, a elementy są oczywiście ponumerowane. Strona lutowania pokryta została soldermaską. Warstwa farby odsłania jedynie pola lutownicze i dwa duże pola stykowe – elektrody.

Montaż układu przebiega szybko i jest nieskomplikowany. Jako pierwsze wlutowujemy rezystory. Potem kolejno pozostałe elementy, zaczynając od najniższych. Ułatwia to montaż – np. podstawki do układów scalonych możemy włożyć w płytkę i odwrócić ją, kładąc na stole. Elementy nie wypadną, można je wtedy wygodnie lutować. Jedyną wymagającą uwagi czynnością jest montaż diod LED. Są to elementy w trzech kolorach świecenia. Właściwie umieszczone należy dosunąć do powierzchni płytki, a następnie przylutować po jednej nóżce. Potem płytkę odwracamy i ustawiamy je równo w rzędzie, wszystkie diody powinny znajdować się w takich samych odległościach od siebie. Dolutowujemy pozostałe nóżki. Budowę kończy zamontowanie pojemnika na baterie. Przykręcony i dołączony z tyłu płytki stanowi jednocześnie jej podstawkę.

I zmontowany.

I zmontowany.

Układ po włożeniu baterii powinien działać od razu. Łatwo to sprawdzić, chwytając za obie elektrody. Powinniśmy zaobserwować „wychylenie się” świecącego słupka LED. Czułość urządzenia można regulować potencjometrem z niewielkim pokrętłem. Jest to nader przydatny element, bowiem siła uczuć niektórych z badanych par może okazać się tak duża, że pomiar wyjdzie poza skalę. W takim przypadku możemy zmniejszyć czułość. Oczywiście ważne jest, by jedno ustawienie przyjąć dla wszystkich testowanych w danej chwili osób. Uwaga! Firma Velleman i autor nie ponoszą odpowiedzialności za następstwa testów…

Z zestawem można przeprowadzić szereg ciekawych doświadczeń. Można np. sprawdzić, jak zmienia się wzajemne oddziaływanie, jeśli suche dłonie zmoczymy, a wilgotne pokryjemy kremem. Możemy sprawdzać, co pokaże miernik, jeśli osoby będą się całowały lub zetkną się nosami. Tego typu zabawy ograniczać będzie wyłącznie nasza wyobraźnia.

Układ może mieć też zastosowanie praktyczne. Po dołączeniu do pól stykowych dwóch elektrod (np. z grubej srebrzanki) i wyregulowaniu czułości możemy badać stopień zawilgocenia gleby. Przydaje się to podczas uprawy roślin. Niski poziom wskazań może sugerować konieczność podlania kwiatków, które potem wręczymy ukochanej osobie.

Tylna strona zmontowanej płytki – dwa złotawe kółka to elektrody, pośrodku pojemnik na baterię.

Tylna strona zmontowanej płytki – dwa złotawe kółka to elektrody, pośrodku pojemnik na baterię.

Zestaw MK149 jest do kupienia na www.sklep.avt.pl lub bezpośrednio w sklepie AVT Warszawa ul. Leszczynowa 11.

Tagi: , , ,

Powiązane artykuły: