Portsmouth

Gdy Brytania rządziła falami

 Drodzy Czytelnicy zapewne sami zauważyli, jak licznie otaczają nas ludzie o niepodważalnie szlacheckim pochodzeniu. Nie ma tygodnia bym nie dowiedział się, że któryś z moich dalszych czy bliższych znajomych jest herbu takiego to a takiego i miał przed wojną, o, taaakie dobra, najczęściej na Wschodzie. Moda na szlachetnych przodków i dumną przeszłość jest zjawiskiem uniwersalnym, już przecież nasi sarmaci pochodzili od starożytnych Sarmatów, XVII-wieczni Szwedzi od starożytnych Gotów a Kikuchiyo, dzielny rolnik pozujący na samuraja w „7 samurajach” Akiro Kurosawy ukradł skądś historię jakiegoś szlachetnego rodu. Pokazywał na niej siebie, a że był analfabetą więc raz był kobietą a raz ośmioletnim dzieckiem.

Podobne ambicje mają nie tylko ludzie ale i miasta, i to takie, którym doprawdy nie brakuje tradycji historycznej. Odwiedzane w tym PPM Portsmouth może pochwalić się, że już od wieków średnich pozostaje ważną a potem główną bazą marynarki brytyjskiej, jednak to zdaje się nie wystarczać. Miasto nie figuruje w najważniejszym spisie katastralnym z XI wieku czyli w Domesday Book Wilhelma Zdobywcy ale „już 1000 lat wcześniej starożytni Rzymianie mogli tu mieć główną bazę Classis Britannica” czyli floty rzymskiej strzegącej brzegów brytyjskiej kolonii Imperium.

Główną atrakcją miasta i tematem PPM jest wspomniana baza Royal Navy oraz muzea i historyczne okręty, które znajdują się na jej terenie. Jest to sytuacja zaskakująca, bo oto wchodzimy przez historyczną bramę na teren działającej bazy marynarki wojennej po czym orientujemy się, że od wielu budynków i nabrzeży jesteśmy odgrodzeni solidnymi kilkumetrowymi parkanami. Co ciekawsze, przy ograniczonej powierzchni tereny turystyczne i stoczniowe oraz koszarowe zazębiają się więc czasami część któregoś z ogrodzeń jest otwierana przez uzbrojonych po zęby wartowników a turyści ustępują z drogi dużej platformie z „czymś” co ma akurat dotrzeć na drugą stronę.

Opisanie Historic Dockyard Portsmouth przekracza, jak zwykle, objętość tej strony, wypada więc tylko napisać, że obejrzenie wszystkiego zabierze co najmniej dzień. Największa atrakcja to oczywiście flagowy okręt Wiceadmirała Lorda Horatio Nelsona – HMS Victory choć ja sam bardziej przeżywałem zwiedzanie pierwszego brytyjskiego parowego okrętu pancernego, HMS Warrior z 1860 roku. Mary Rose, okrętu flagowego floty Henryka VIII z 1545 roku to brytyjski odpowiednik „Wazy” w Sztokholmie.

Osobom zainteresowanym takimi okrętami należałoby jednak polecić zaczekanie z wizytą do 2012 roku bo wówczas będą mogli zobaczyć całą Mary Rose w nowej, specjalnie budowanej hali. Narodowe Muzeum Royal Navy to z kolei trzy oddzielne budynki, każdy z innym programem: Galeria HMS Victory, Galeria Floty Żaglowej i Nelsona oraz Galeria Floty XX Wieku. Warto mieć również trochę czasu na zajrzenie w inne kąty, bo np. tylko w starej, drewnianej szopie łodziowej (Boathouse No.7), w której mieści się obecnie restauracja i sklep jest tyle historycznych modeli i łodzi, ze wystarczyłyby do wypełnienia oddzielnego muzeum morskiego.

Historic Dockyard Portsmouth otwarte jest codziennie (także w poniedziałki) z wyjątkiem 24, 25 i 26 grudnia, od godz. 10 do 18, w okresie listopad-marzec do 17.30. Trzeba tylko pamiętać, że niektóre atrakcje mogą być zamykane wcześniej, szczegółowe informacje na http://www.historicdockyard.co.uk/. Za bilet zapłacimy niemało, bo 20 funtów za osobę dorosłą (są zniżki, raczej niewielkie, dla juniorów i seniorów). Dobra wiadomość – nietani bilet to tak naprawdę karnet, na którym w każdym z odwiedzanych miejsc zostanie odnotowana nasza obecność więc jeśli tylko możemy tu wrócić w ciągu roku to wówczas obejrzymy te miejsca, na które nie starczyło nam czasu. Portsmouth może okazać się nieco nudne dla kogoś, kto nie cierpi morza, okrętów, marynarzy i krzyku mew, bo wokół bazy rozciąga się zdecydowanie mniej interesujące miasto, jednak wśród pozycji zawartych w bilecie jest np. wycieczka statkiem wokół nabrzeży. bez żadnych armat, zapewniam.

Tagi: , ,

Powiązane artykuły: