Ponownie na lotniczej prowincji

Linköping REAKTYWACJA

PPM najwyraźniej goni w piętkę. No, może nie tak dosłownie w piętkę, bo przecież nie „zachowuje się wbrew zdrowemu rozsądkowi”, czyli nie „ściga zwierzyny w kierunku przeciwnym od wskazywanego przez tropy”, już raczej zaczyna chodzić w kółko po własnych śladach, bo wraca do miejsc pokazywanych kiedyś na tych łamach.

Ilość dobrych, naprawdę dobrych i wartych odwiedzenia muzeów i pokazów w zasięgu autora (przede wszystkim zasięgu ekonomicznego) jest ograniczona, ale nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa i szuka nowych. Powód wracania po własnych śladach jest inny, otóż niektóre z odwiedzanych już przez PPM muzeów zmieniły się nie do poznania, a zatem czas na pierwszą… REAKTYWACJĘ. W tym numerze odwiedzane już przez nas (MT 7/2010) szwedzkie Sił Powietrznych w Linköping, na początek krótkie przypomnienie gdzie to jest.

Flygvapenmuseum położone jest niedaleko od Linköping, czwartego co do wielkości miasta Szwecji. Do muzeum można dojechać autobusem linii 13 w kierunku Malmslätt, przystanek przy samym muzeum. Samochodem dojeżdżamy luksusowo autostradą E4, zjazd 111 (Linköping/Malmen) na drogę 34, do muzeum prowadzą brązowe turystyczne znaki, wszystkiego 2,5–3 kilometry od autostrady.

Muzeum jest rzeczywiście jak nowe, ma teraz dużo lepszą stronę internetową niż kiedyś http://www.flygvapenmuseum.se/en/, jest otwarte latem (czerwiec–sierpień) przez cały tydzień od 11 do 17, w środy nawet do 20. Przez resztę roku muzeum jest czynne od wtorku do niedzieli w tych samych godzinach, ale trzeba sprawdzić w Internecie, jeśli chce się tam pojechać w dni świąteczne, np. muzeum zaprasza w Niedzielę i Poniedziałek Wielkanocny, ale już w Wigilię i Boże Narodzenie pocałujemy klamkę – odradzam; szwedzka zima, metalowa klamka, można przymarznąć.

Skoro ma to być prawdziwa reaktywacja, to wypada napisać kilka słów o tym, dlaczego warto tam jechać jeszcze raz. Nowy hall wejściowy, nowa wielka hala, zmodernizowane stare hangary, dużo nowych, ciekawych atrakcji – o tym wszystkim w podpisach pod zdjęciami na naszej stronie, ale ja chciałem nawiązać do tego, co napisałem półtora roku temu, bo głównym tematem muzeum stała się rzeczywiście . Najważniejszym eksponatem jest wrak szwedzkiego DC-3, zestrzelonej przez Rosjan w czasie misji rozpoznania elektronicznego w 1952 roku. Jednak myliłby się ten, kto sądziłby, że Szwedzi wystawią tej swoistej relikwii narodowej jakiś wielki pomnik.

Sale muzealne wypełniają zorganizowane wycieczki i pojedynczy turyści, po galeriach na piętrze szaleje szwedzka młodzież, sprawdzając praktycznie wytrzymałość nowych atrakcji typu hands on nie tylko przy pomocy rąk, ale również nóg i całych ciał, a szczątków Dakoty jakoś nie widać. No cóż, przeleżały nietknięte przez 52 lata na mulistym dnie Bałtyku, więc i teraz, żeby je obejrzeć, trzeba tego chcieć i zstąpić w głąb.

Nowe muzeum jest rzeczywiście ciekawe i zasłużenie zdobyło wiele nagród, jednak wydaje mi się, że zawsze można coś poprawić. Jest ono położone w niewielkim zagłębieniu terenu – poniżej, ale i tuż obok najstarszej w Szwecji nadal działającej bazy lotniczej. Została ona założona w 1912 roku przez samego Carla Cederströma, Latającego Barona, pierwszego i najważniejszego pioniera szwedzkiego lotnictwa.

Ostatnie z zamieszczonych na naszej stronie zdjęć zrobiłem już z podniesionej części terenu, jakieś 200 metrów od końca pasa i mam w związku z tym prostą i genialną radę dla muzeum na podniesienie atrakcyjności miejsca, w dodatku proponowana inwestycja to grosze w porównaniu z kosztami ostatniej modernizacji. Wystarczyłoby zbudować prostą, stalową wieżę ze schodami i platformą na szczycie, najwyżej jakieś 20 metrów w górę i już mamy fantastyczny widok na całą okolicę i oczywiście na lotnisko oraz na historyczną architekturę bazy. Najważniejsze jest to, że łączy się w ten sposób reprezentowaną przez muzeum przeszłość z zupełnie współczesnym lotnictwem – obecnie stacjonuje tu jednostka szkolna i śmigłowce.

Osobom zainteresowanym historią Szwedzkich Królewskich Sił Powietrznych w okresie zimnej wojny polecam prawdziwą perłę znalezioną na Youtube. Jest to kolorowy film propagandowy sprzed 60 lat, bo z 1952 roku – Glimtar från Flygvapnet, czyli Migawki z (życia) sił powietrznych. Pokazano tam wszystkie samoloty z tego okresu, są ćwiczenia z gaszenia czaszy spadochronu w strumieniu zaśmigłowym z P-51D, jest survival w śniegach. Są też pokazy lotnicze oglądane przez Jego Wysokość Gustawa VI Adolfa i młodziutkiego księcia, dziś Jego Wysokość Karola XVI Gustawa (od 7.18 w części 2), są też rzeczy straszne i śmieszne, np. krótkie ujęcie „tych, co mają się bać”, czyli delegacji Armii Czerwonej oglądającej te same pokazy lotnicze (9.05 w części 2), jest analiza zdjęć lotniczych z rozpoznawczego Spitfire’a PR XIX, wywołanych i od razu wyniesionych na dwór, na słoneczko (od 1.10 w części 2) – urocze.

Tagi: , , , ,

Powiązane artykuły: