Ave, barbarzyńcy! Wybaczcie, Drodzy Czytelnicy ale to prawda, nasz znakomity miesięcznik jest czytany przede wszystkim na dzikich, zalesionych obszarach Germanii Magna daleko poza granicami Cywilizacji, niemal tysiąc mil rzymskich za Limes Germanicus czy Limes Rhetia. Mila rzymska, od „mille passus” czyli tysiąca podwójnych (łatwiejszych do liczenia) kroków czyli „lewa, lewa, lewa… centuria śpiewa…” to 5000 rzymskich stóp czyli 1478,5 metra.
Rzym Starożytny był daleko, ślady najbliższego obozu legionowego znaleziono bodajże na terenie Czech a monety i inne znaleziska w Polsce to świadectwo obecności kupców, niekoniecznie zresztą rzymskich a tylko jeżdżących do Rzymu, którzy zapuszczali się na te tereny. W latach siedemdziesiątych zeszłego wieku uczono mnie, że przybywali „do nas” po bursztyn i futra ale pewien mądry pan z gdańskiego Muzeum Historycznego tak kiedyś skomentował moją wiedzę, jak się okazało mocno zwietrzałą: „Wie pan, raczej nie do nas a TUTAJ ale rzeczywiście po NAS choć może przy okazji i po ten cały bursztyn.”
Przewodniki i pocztówki pokazują wyłącznie obrazki nasycone światłem słonecznym, z ostrymi cieniami i błękitnym niebem nawet jeśli są to fiordy Norwegii lub parki Londynu – miejsca bure i ponure przez dłuższą część roku. Nie inaczej ma się sprawa z Saalburgiem, wszystkie zdjęcia jakie znalazłem w sieci pokazują cesarsko-italskie lato a to przecież góry Taunus, miejsce gdzie w gęstwinie puszcz krył się dziki zwierz i Germanie. Autor miał jednak to szczęście, że odwiedził rzymską placówkę graniczną zimą i na miejscu zastał nastrojową mgłę. Obozy rzymskie były zawsze zakładane na planie kwadratu i, zaczynając od pewnej wielkości (od kilku centurii wzwyż) miały cztery bramy, po jednej umieszczonej dokładnie w połowie długości czterech boków. Wielkie obozy legionowe miały taki sam plan i również tylko cztery bramy lub ewentualnie zespoły dwóch bram tuż obok siebie by zachować odpowiednią przepustowość.
Ta sama, boczna brama widziana od środka. Podstawową różnicą w widoku z zewnątrz i wewnątrz jest rampa ziemna na całej długości murów. Wartownicy korzystali zapewne ze schodów i wysypanych żwirem ścieżek by nie moczyć i błocić swoich caligae, czyli wojskowych sandałów ale w razie alarmu taki łagodny stok umożliwiał błyskawiczne zajęcie miejsca na murach całej załodze. Obozy rzymskie nie były nigdy strukturami obronnymi jak średniowieczne zamki a tylko zabezpieczały ofensywnie działające oddziały w czasie wypoczynku i snu.
Obóz w Saalburgu był rozbudowywany stopniowo, na tym samym miejscu zbudowano najpierw w 90 roku n.e. mały, drewniany fort dla dwóch centurii, kamień pokazuje pozycję jednej z narożnikowych wież tamtych umocnień. Wilhelm II podjął oczywiście decyzję o zrekonstruowaniu obozu w ostatecznej, najbardziej imponującej postaci z połowy II wieku n.e., z kamiennymi murami, w tle widoczny niewielki fragment principii, czyli zespołu budynków sztabowych otaczających plac centralny,
Zrekonstruowane i później wielokrotnie odnawiane dwa typowe drewniane baraki, w których mieszkali legioniści. Baraki są nieco za krótkie jak na typowe centurie ale układ się zgadza, każda contubernia (namiot - podstawowa, najmniejsza jednostka armii rzymskiej, czyli 8 ludzi dzielących jeden namiot w czasie kampanii) miała swój segment z małym oknem po tej stronie, na końcu budynku znajdowały się mieszkania setnika i kwatermistrza.
No właśnie, tu ponownie tak jak w czasach rzymskich, wejścia do poszczególnych contubernii z podcienia, współczesność wdarła się tylko do kwater oficerskich, w tym baraku są to toalety - domini na lewo, domine na prawo, w tym naprzeciwko bardzo fajna taberna, czyli tawerna, czyli restauracja z wnętrzem udatnie stylizowanym na czasy rzymskie.
Wnętrze odtworzonej contubernii, to pierwsze pomieszczenie, rodzaj przedsionka-szatni, na półkach różne galee (poj. Galea), czyli hełmy, na kołkach... ja się pogubię w tej łacinie, płaszcze żołnierskie (w liczbie pojedynczej „sagum”), uzbrojenie różnego typu ale np. tarcza i włócznia typowe dla piechoty lekkiej (limitanei) obsadzającej mniejsze obozy limesu.
Pomieszczenie drugie, mogło tu spać nawet dość wygodnie do sześciu z ośmiu żołnierzy, bo to jednak armia i nawet w nocy ktoś musiał pełnić służbę. Po prawej na dole palenisko, nie było komina i dym ulatywał przez dach, na misce „starożytna kajzerka”, czyli nasze pierwszowojenne kajzerki to nic nowego, piekarz odgniatał wzór na chlebku żeby uniknąć niesnasek przy podziale.
Horreum, solidnie zbudowany magazyn zbożowy o grubych ścianach z okutymi drzwiami. W Saalburgu zrekonstruowano budynek podwójny – Rzymianie stosowali wszędzie zasadę modułów, dwie takie same bramy obok siebie dla dwukrotnie większego ruchu, dwa takie same magazyny ze wspólną ścianą działową dla podwójnej pojemności.
Horrea były jednym z typów budynków, które były wyposażone w hypocaustum, podłogowy system ogrzewania. Palenisko w murze zasilane z zewnątrz, kanały rozprowadzające gorący dym pod kamiennymi płytami podłogi do czterech wąskich, pionowych kominów w narożnikach pomieszczenia, te z kolei zbudowane ze specjalnych cegieł- pustaków, wmurowane w ściany i wyprowadzone pod dach. To akurat rekonstrukcja najprostszego wariantu hypocaustum stosowanego, by chronić ziarno przed wilgocią, łaźnie i ważne budynki miały dużo bardziej rozbudowany system.
Kolekcja monet ilustrująca ciągłość władzy w początkowym i nieco późniejszym okresie istnienia fortu w Saalburgu. 80 lat wcześniej, po klęsce w Lesie Teutoburskim pochód cywilizacji rzymskiej na wschód utknął w tutejszych lasach ale Imperium kwitnie i rozwija się pod panowaniem Domicjana, Nerwy, Trajana, Hadriana... Po stronie rzymskiej prowincje Germania Inferior i Superior, Raetia, Noricum, Pannonia, Dacia i Moesia, po drugiej stronie nierozpoznane obszary Germanii Magna i Sarmatii. Limes był pierwszą w ogóle jasno zdefiniowaną granicą państwa ale nie był szczelną przegrodą w rodzaju Muru Chińskiego a tylko łańcuchem placówek wojskowych.
Granica imperium miała swoje linie palisad i wałów ale te z kolei miały na całej długości liczne przejścia, na wschód i zachód od nich rozwijały się osady i kwitła wymiana handlowa, po prawej na dole miara objętości zboża - modius czyli 8,7 litra. Wszystko miało swoje określone standardy i wartość, np. legionista otrzymywał żołd w wysokości 228 denarów rocznie, prosty niewolnik kosztował 500 denarów, na jego roczne utrzymanie trzeba było wydać około 70 denarów.
Standaryzowany system miar i wag to rozwinięta rachunkowość i księgowość. Na pierwszym planie na dole tabliczka jednego z rzymskich systemów abacusa, czyli po prostu liczydeł a liczono poważne sumy, bo najdalsza linia to połówki, potem jedności, potem dziesiątki i tak dalej, ostatni rząd to miliony.
Fibule, czyli sprzączki lub zapinki były jednymi z najpowszechniej używanych elementów odzieży i w konsekwencji stały się jednym z najpowszechniejszych znalezisk archeologicznych. Były to elementy zarówno funkcjonalne jaki i ozdobne, stały się zatem elementem rozpoznawczym dla kultur i epok a egzaminy z rozpoznawania i katalogowania fibul są znaną zmorą dla studentów archeologii. Patrząc na ten stos łatwo to zrozumieć, w Saalburgu wyróżniono jedną z powodu kilkudziesięcioletniego problemu jakie państwo niemieckie ma z prawiecznym symbolem, używanym powszechnie w starożytnym świecie i pochodzącym z Dalekiego Wschodu.
Wystawa modnego obuwia, najnowsze fasony z I-III wieku n.e., większość oryginałów i zrekonstruowanych modeli zbudowanych na zasadzie rzymskiego wojskowego sandała (caliga). Mniej lub bardziej perforowana ale zbudowana z jednego, cieńszego kawałka skóry góra przynitowana żelaznymi ćwiekami do grubej podeszwy ale nie znalazłem najpowszechniejszego wzoru ciężkiego sandała legionistów, bardzo powycinanego a jednocześnie zachodzącego wysoko na łydkę.
Rzemiosło kamieniarskie to jedno ale im dalej na północ Europy, tym trudniej o odpowiedni kamień, nie wspominając o marmurze, ale za to coraz więcej dobrej gliny. Mój podziw wzbudziła umiejętność formowania i wypalania skomplikowanych cegieł i dachówek, cegły pustaki, cegły kominowe, na tych na dole, umieszczanych w szczytach budynków widać znaki jednostek – „cegły legionowe”.
Stałe obozy armii stawały się szybko centrami życia cywilnego, w ich sąsiedztwie powstawały osady i miasteczka – wiadomo, w sąsiedztwie wojska bezpieczniej, sama armia jest niezłym klientem dla rzemieślników i lokalnych producentów. Wokół Saalburga, dosłownie pod bramą główną i murami zbudowano szereg budynków mieszkalnych, mansio czyli oficjalny, „państwowy” hotel dla podróżujących urzędników oraz łaźnię z luksusami, których nie powstydziłyby się najlepsze termy rzymskie – model na zdjęciu.
Auxilia, piechota lekka z jednostek pomocniczych jakie stanowiły załogę Saalburga. Rekonstrukcja jeszcze nie do końca kompletna bo np. pugio, czyli sztylet ma jakoś podejrzanie tandetną rękojeść ale poza tym bardzo ciekawie jest zobaczyć „nielegionistę” i na dodatek ubranego odpowiednio do temperatur na północy Imperium. Eliptyczna tarcza, za żołnierzem leży przepisowa sarcina – plecak na kiju. Lorica hamata, czyli kolczuga, długi miecz i włócznia, solidne buty, ciepłe ubranie – widać, że nie jest to żołnierz z jednostek ciężkiej piechoty przeznaczonych do walki w ścisłym szyku ale ktoś, kto ściga po lasach germańskie watahy najeżdżające przygraniczne osady.
Krótka wizyta we wnętrzu nowego budynku, jaki powstał na terenie fortu w 2007 roku. Sala edukacyjna przeznaczona dla dzieci i młodzieży, w trzech gablotach 600 żołnierzy, kompletna załoga Saalburga, czyli Druga Retycka Kohorta Konna Obywateli Rzymskich, tyle że plastikowa, bo skompletowana z figurek Playmobil. Kohorta konna składała się tak naprawdę z 480 żołnierzy piechoty lekkiej (sześć centurii po 80 ludzi) i 120 jeźdźców (4 turmae po 30 ludzi), taka „jednostka szybkiego reagowania” była zdecydowanie szybsza w marszu od klasycznych centurii legionowych.
Taktyka armii rzymskiej była zawsze ofensywna co nie znaczy, że nie przywiązywano wielkiej wagi do obrony i prac saperskich. Na zdjęciu rekonstrukcja sudes murales (poj. Sudis), czyli zaostrzonych pali używanych do wznoszenia tymczasowych umocnień. Wykonywano je najczęściej z dębu, każdy legionista przenosił po dwa sudes, mogły być wkopywane lub ustawiane w kozły, chroniły obozy armii w czasie postojów lub do chwili wzniesienia solidniejszych umocnień.
Saalburg pokazuje niezbyt wielkie ale za to liczne rekonstrukcje rzymskich maszyn miotających, na zdjęciu katapulta i balista. Były to maszyny neurobalistyczne, czyli wykorzystujące energię skręconych włókien – lin lub ścięgien zwierzęcych, na dole widoczne elementy łożyska balisty i klucz do napinania wiązek. Balisty występowały w licznych typach i odmianach, były wśród nich urządzenia półautomatyczne, wymagały jednak stałego serwisowania i umiejętnej obsługi, czy wręcz „strojenia” z uwagi na konieczność zachowania symetrii naciągu.
Na terenie fortu zlokalizowano blisko sto studni a są to miejsca zawsze pilnie badane przez archeologów, bo czegóż tam nie znajdowano, wpadało samo, wrzucano, ukrywano i nie odzyskano... Stosowna gablota pokazuje budowę studni z drewnianym ocembrowaniem, wiele studni miało solidne, murowane ściany szybów.
Wnętrze z rekonstrukcjami znaków, w tym vexilii (poj. Vexillum), czyli sztandarów centurii. Były nieco mniejsze i wyglądały inaczej niż współczesne ale miały równie wielkie, jeśli nie większe znaczenie dla rzymskich legionistów niż dla późniejszych armii. Juliusz Cezar opisuje sytuację z lądowania w Brytanii gdy legioniści bali się opuścić pokłady okrętów. Jeden z chorążych (vexillifer) wskoczył do wody i zaczął samotnie brnąć w kierunku brzegu gdzie czekali już uzbrojeni Brytowie a wówczas jego oddział pospieszył za nim bronić sztandaru pociągając za sobą legionistów z innych okrętów.
...to akurat Marek Ulpiusz Trajan, cesarz od 98 roku n.e. do śmierci w 117 roku n.e., za jego rządów Cesarstwo osiągnęło największy zasięg terytorialny a Rzym stał się prawdziwą, wspaniałą stolicą znanego świata ale... ja chciałem tylko złapać Szanownych Widzów w pułapkę terminologiczną, bo przecież przy poprzednim zdjęciu nie musiałem ani tłumaczyć ani podawać oryginalnego łacińskiego terminu. Atrium to atrium, termin to kolejny wyraz wzięty żywcem z łaciny a jest ona obecna wszędzie, w najmniej spodziewanych miejscach, np. na klawiaturze przed Wami. No jak to, przecież to z angielskiego. Owszem, z angielskiego też, ale w angielskim jak też w polskim i tylu innych językach to skąd ? „Tab” od tabula – deska, „Alt” od alternus – inny, „Enter” od intrare – wejść, „Insert” od inserere – wstawiać, „Delete” od delere – niszczyć, et caetera... czyli i tak dalej.
Podwójna sucha fosa na zewnątrz murów Saaalburga, ziemia z niej została wykorzystana do usypania rampy ziemnej po drugiej stronie, w fosie takiej sadzono cierniste krzewy, osadzano także zaostrzone pale, na dnie ukrywano często żelazne kolce, brrr... Po zwiedzeniu obozu polecam spacer w kierunku linii Limes Germanica, to najwyżej 300 kroków a zrekonstruowano tam fragment palisady i oczyszczono z roślinności spory odcinek rowu i wału ziemnego.
Chodziło mu o to, że Europa wypełniała się kolejnymi falami napływowymi ze Wschodu pchając poprzednie grupy narodowościowe na zachód i akurat w okresie potęgi Imperium Rzymskiego „ci stąd” czyli plemiona germańskie handlowały z kupcami z Południa przede wszystkim niewolnikami a sprzedawać swoich jakoś nie wypadało. Po „towar” wyprawiano się dalej na wschód i stąd… dość powiedzieć, że wyraz „Słowianie” oznacza dla nas ludzi „rozumiejących się nawzajem” czyli „używających słów” w odróżnieniu od „mamroczących” lub „niemych” czyli „Niemców” ale już ludy zachodnioeuropejskie jak też łacina i greka wywiodły tą nazwę od „niewolnika” (slave, Sklave, sclavus, sklábos).
Ten nadmiernie rozciągnięty wstęp do PPM ma służyć usprawiedliwieniu autora, który, choćby i długo szukał, to nie znalazłby żadnego godnego polecenia muzeum poświęconego Imperium Rzymskiemu w granicach naszej ojczyzny. Za granicą także nie było łatwo, bo najlepszą ekspozycją poświęconą Imperium Romanum, jaką do tej pory zdarzyło mi się zobaczyć była wiele, wiele lat temu… wystawa czasowa objeżdżająca Niemcy. Była, znikła a ja nie znalazłem od tej pory niczego naprawdę godnego polecenia choć byłem i w Muzeum Rzymskim w Mainz – rekonstrukcje łodzi i owszem ale poza tym kurz, i w Museo della Civilta Romana w Rzymie – wielkie, warte wizyty ale ponownie w nieco przestarzałej manierze pokazywania szacownych kamieni i gipsowych odlewów.
Mój wybór padł w końcu na fort armii rzymskiej w Saalburgu, jedyną w miarę kompletną rekonstrukcję takiej placówki w Europie, położoną w górach Taunus na linii Limes Germanica nieco na północ od współczesnego Frankfurtu nad Menem. Powstała ona na przełomie XIX i XX wieku, niedługo po zjednoczeniu państw niemieckich na polecenie Wilhelma II, bo cesarz chciał nawiązać do tradycji Rzymu Starożytnego. Jakość prac rekonstrukcyjnych nic nie straciła na tej państwowotwórczej propagandzie, bo bieg ufortyfikowanej granicy imperium przez tereny niemieckie i prace archeologiczne na terenie fortu były już prowadzone od dziesięcioleci.
Do Parku Archeologicznego Rzymski Fort Saalburg (tak brzmi pełna nazwa) dojechać można dość łatwo z Frankfurtu – linia S-bahnu S5 w kierunku Bad Homburg/ Friedrichsdorf, przystanek Bad Homburg, stamtąd autobusem linii 5 do samego fortu. Placówka otwarta jest od wtorku do niedzieli i przez cały rok oprócz 24 i 25 grudnia, w sezonie letnim od 9 do 18, w zimowym czyli od listopada do lutego od 9 do 16.
Strona internetowa fortu w Saalburgu to http://www.saalburgmuseum.de/
Tagi: muzeum