Gawrył Abramowicz Ilizarow – to jedna z wielkich postaci światowej medycyny. Profesor, członek Rosyjskiej Akademii Nauk i wielu towarzystw naukowych, znany jest przede wszystkim jako twórca zupełnie nowego sposobu leczenia i wykonywania złożonych zabiegów terapeutycznych na kościach po złamaniach lub kościach zniekształconych patologicznie.
Na ogół wszyscy z grubsza wiemy, jak wygląda leczenie kości po złamaniach. Kończynę trzeba ustabilizować, korzystając np. z wyciągu, koniecznego, gdyż po złamaniu mięśnie mają tendencję do kurczenia się, co może spowodować wadliwe ustawienie odłamów kostnych i w rezultacie zły zrost kości. Położenie obu odcinków kości stabilizuje się za pomocą opatrunku gipsowego, ale od razu widać, że kości pozostają z lekka ruchome, w granicach elastyczności mięśni.
Nie jest to więc w 100% pewna metoda. Dlatego też w bardziej złożonych przypadkach wykonuje się operacyjne zespolenie kości, które skręca się nakładkami z blach i śrub. Jest to jednak operacja dość rozległa i krwawa. Istotą pomysłu Ilizarowa jest stabilizacja zewnętrzna, za pomocą wynalezionego przez niego oprzyrządowania, którego schemat przedstawia rysunek (1) .
Oprzyrządowanie składa się z 3-4 kilkusegmentowych pierścieni, połączonych ze sobą łącznikami o regulowanej długości. Segmentowa konstrukcja pierścieni ułatwia montaż urządzenia na kończynie. W płaszczyźnie pierścieni prowadzone są tzw. druty Kirschnera, przechodzące przez kości. Regulując odpowiednio długości łączników, można pod kontrolą aparatu RTG precyzyjne ustawić obie części złamanej kości, które, dzięki konstrukcji aparatu już się nie przemieszczą.
Ciekawostką jest, że pacjent już na drugi dzień po założeniu aparatu może (i nawet powinien!) chodzić, oczywiście zachowując pewną ostrożność, ale to i tak nie to samo co gips.
Dzięki takiemu ustawianiu pierścieni rychło okazało się, że metoda może mieć daleko szerszezastosowanie niż tylko leczenie kończyn po złamaniu. Już bowiem w samym początku stosowania metody Ilizarowa odkryto zjawisko osteogenezy dystrakcyjnej. Polega ono w uproszczeniu na tym, że kość, nawet jeśli istnieje szczelina pomiędzy obydwoma odłamami, ma zdolność wypełniania tej szczeliny i zarastania.
Otworzyło to zupełnie nowe możliwości: można korygować krzywiznę nóg, można wydłużać nogi, skrócone po złamaniu i leczone metodą klasyczną (z gipsem), można nawet korygować deformacje czaszki.
Sam „aparat” Ilizarowa ulegał w związku z tym znacznym przeobrażeniom. Podczas zabiegu wydłużania kości nóg śruby regulujące odstęp pierścieni napina się o ok. 0,25-1 mm na dobę. Stosowane w tym celu zwykłe łączniki śrubowe okazały się za mało precyzyjne, dlatego też były kolejno przerabiane. Jedną z koncepcji były śruby różnicowe (2).
Ich działanie przypomina „śruby rzymskie”, z tą różnicą, że obie śruby posiadają gwint „prawy”, ale o różnym skoku. Nakręcając więc łącznik na śrubę np. lewą, odkręcamy ją jednocześnie ze śruby prawej. W rezultacie długość całego zespołu zmniejsza się lub powiększa o różnicę skoków przy jednym obrocie łącznika. Jeżeli mamy zamiar oddalić pierścienie o 0,25 mm, to trzeba w tym celu wykonać cały obrót łącznika. Jest to więc o wiele bardziej dokładna metoda niż kręcenie zwykłym zespołem śrub.
Nie jest to mimo wszystko metoda doskonała, bo przecież proces osteogenezy to proces ciągły, a nie skokowy, w tempie np. 1 mm/dobę. Dlatego też pojawiła się nowa wersja aparatu, automatyczny aparat Ilizarowa (3).
Widoczne na zewnątrz elektryczne serwomechanizmy są w stanie w sposób ciągły – pod dyktando programu komputerowego realizować korektę długości kości. Oznacza to daleko lepszą synchronizację procesu osteogenezy z planem wydłużania kości.
I oczywiście pojawiał się natychmiast „rynek wydłużania kości”. Są bowiem takie osoby, zwłaszcza panie, które pragną mieć „nogi po same uszy” i decydują się na roczną (średnio) kurację tylko po to, żeby wydłużyć nogi o 10-15 cm. Trzeba zaznaczyć, że w takim przypadku konieczne jest odpowiednio proporcjonalne wydłużenie kości ud i kości podudzi! Dlatego to tak długo trwa.
Rysunek (4) przedstawia nieco inny typ, również automatycznego, programowanego aparatu. Oprócz drutów Kirschnera aparat ten ma także groty, którymi można naciskać kość i przemieszczać ją w pożądane położenie.
Jak widać urządzenie w istocie rzeczy jest bardzo proste. Komplikacje powstały dopiero z chwilą podjęcia prób precyzyjnego i automatycznego napinania zrastających się kości. Mimo że pacjent z aparatem Ilizarowa wygląda… dość ponuro (5), to nie ma co go żałować, bo i tak będzie wyleczony najszybciej i najlepiej, na tle zwłaszcza metod „gipsowych”.
Wynalezienie, powstanie i rozwój metodyki Ilizarowa to jeden z wielu przykładów walki z ludzką inercją, oporem przed nowościami i zwycięstwa tego, co okazało się słuszne i skuteczne. Jest to też przykład działania dialektyki postępu: zaczęło się przecież od leczenia złamań, ale w miarę obserwacji dodatkowych, korzystnych rezultatów, metoda rozszerzyła się na wydłużanie i korektę kształtów twarzoczaszki, palców rąk i nóg, nie mówić już o korekcie krzywizn kończyn i doczekała się automatyzacji i komputerowego sterowania. Jeszcze jeden piękny przykład fuzji techniki z żywym organizmem! Oby jednak Wam nie był potrzebny. No, może tylko dla pięknych pań do wydłużenia nóg!




