„Odbywa się to tak: na wzgórzu pod Calais widać w nocy błysk. Natychmiast syreny w Dovrze ogłaszają alarm. Po błysku trzeba odliczyć mniej więcej pięćdziesiąt dziewięć sekund do eksplozji… następny będzie za dwadzieścia minut”.
Na samym początku chciałbym pocieszyć wszystkich sfrustrowanych militarystów. Miłośnicy Ulissesa Jamesa Joyce’a urządzają sobie wycieczki śladami bohatera powieści i zwiedzają wieżę artyleryjską Martello w Dublinie, więc dlaczego zwiedzanie bunkra artyleryjskiego w Audinghen miałoby być czymś gorszym i nagannym? Mieszczące się niegdyś w tym i w dwóch innych bunkrach armaty zostały również unieśmiertelnione w literaturze światowego kalibru (stosowne słowo!), bo są bohaterami, prawda że negatywnymi, opowiadania Johna Steinbecka Ludzie z Dovru ze słynnego zbioru Była raz wojna.
Oba opisywane w tym PPM muzea absolutnie nie nadają się do zwiedzania dla osób niezainteresowanych tematyką wojskową, a dokładniej historią II wojny światowej. W pierwszym z nich nie znajdziemy nic poza chłodem betonu i zimną stalą, drugie jest pozornie mniej podejrzane (choć na zewnątrz czołgi i armaty), ale w środku nie ma z kolei nic poza kupą mundurów. Oba muzea są instytucjami prywatnymi, czyli takimi, które muszą generować zysk, by przeżyć, i dlatego oba otrzymały dość szumne nazwy, to w Audinghen chciałoby być Muzeum Wału Atlantyckiego, to w Ambleteuse Muzeum Historycznym 39–45.
Niewątpliwym plusem obu miejsc jest z kolei to, że znajdują się blisko siebie i w bezpośredniej bliskości plaży. Nie jest stąd zbyt daleko do Boulogne sur Mer i innych miejscowości nadmorskich. Więc jeśli już wybraliśmy się na wakacje w tak zimne i wietrzne miejsce jak francuskie wybrzeże La Manche lub jeśli czekamy do następnego dnia na przeprawę promową z Calais do Wielkiej Brytanii…
Rejon Calais i Boulogne znajduje się najbliżej Wysp Brytyjskich i został silnie ufortyfikowany przez Niemców po zajęciu Francji w 1940 roku. Prace budowlane przy umocnieniach Wału Atlantyckiego trwały aż do przyjścia wojsk alianckich, które właśnie z powodu ufortyfikowania tego rejonu lądowały w dość odległej, zachodniej części Normandii. Musée du Mur de l’Atlantique – Audinghen Cap Gris Nez zajmuje jeden z dwóch ocalałych, imponujących bunkrów, które osłaniały stanowiska dział artylerii nadbrzeżnej kal. 380 mm. Działo zezłomowano, dzięki czemu muzeum zyskało główną salę wystawową, ale tuż obok bunkra stoi jedyne w Europie (i jedno z dwóch na świecie, drugie w USA) działo kolejowe K5 kal. 280 mm, a obok niego i w środku kolejne armaty, armaty, armaty…. Tak jak pisałem powyżej, muzeum dla militarystów, reszta społeczeństwa powinna omijać to miejsce dużym łukiem, warto więc chyba wspomnieć, którędy nie jechać, by tam na pewno nie trafić.
Bunkier jest gigantyczny, ale nie tak łatwo go znaleźć. Znajduje się przy bocznej drodze pomiędzy brzegiem morskim a najbliższą temu brzegowi drogą CD 940, łączącą Boulogne sur Mer i Calais. Jest to zdecydowanie atrakcyjniejszy, choć wolniejszy sposób na dotarcie na miejsce niż łącząca te miasta autostrada A16, wówczas należy zjechać zjazdem numer 36 lub 38. Muzeum jest otwarte od połowy lutego do połowy listopada przez cały tydzień, ale tylko w lipcu i sierpniu nieprzerwanie od godz. 9 rano do 19 wieczorem, w pozostałe miesiące od godz. 9 rano do 18 wieczorem, z przerwą od 12 do 14. Dla mieszkańców Francji, Włoszech czy Hiszpanii sjesta w najgorętszym czasie dnia jest czymś oczywistym, dla obywateli z pozostałej części kontynentu ta sama sjesta w środku zimnego, północnoeuropejskiego dnia jest… czymś egzotycznym. Strona muzeum – http://www.batterietodt.com/ – tylko po francusku, ale warto tam zajrzeć przed wizytą, bo czasy otwarcia mogą zmieniać się z roku na rok. Bilet wstępu kosztuje 8 euro, są zniżki dla dzieci i rodzin, ale kto przy zdrowych zmysłach zabierze rodzinę na zwiedzanie armaty?!
Drugie z muzeów, Historique 39–45 w Ambleteuse znajduje się również przy CD 940, tej samej drodze co Audinghen, tylko nieco bliżej (około 4 km) w kierunku Boulogne. Jest niewielkie. Tak jak wspomniałem wyżej, to przede wszystkim zbiór mundurów, ale wydaje się dobrym uzupełnieniem Audinghen, a poza tym jako placówka prywatna nie jest „obciążone” obowiązkiem poprawności politycznej, jaki ciąży na dużych muzeach państwowych. W niektórych gablotach dostrzegłem nawet coś z ducha Sztokholmskiego Muzeum Armii, a to największy komplement, jakiego można ode mnie oczekiwać. Strona muzeum to http://www.musee3945.com/ i ma też, o dziwo, wersję angielską, bilet kosztuje 6,50 euro.
Otwarte od marca do listopada, już bez sjest i przerw w środku dnia, ale w marcu i listopadzie tylko w weekendy i dni świąteczne, w pozostałe miesiące przez cały tydzień, od godz. 10 do 18.
Dzień był szary, widoczność nienajlepsza, a i tak dobrze było widać angielski brzeg. Na zdjęciu oczywiście „podciągnięty” teleobiektywem, bo to jednak 30 kilometrów. Betonowe obiekty nad samą plażą to bunkry obserwacyjne baterii Todta. W piękny słoneczny dzień, późnym latem 1940 roku Göring mógł istotnie oglądać stumetrowe wieże angielskiego radaru na drugim brzegu, tak jak to pokazano w Bitwie o Anglię.
To jest drugi ocalały bunkier artyleryjski, poza tym mieszczącym muzeum, i jednocześnie pierwszy, który widzimy... którego nie widzimy, nie jadąc drogą CD 940 w kierunku Calais.
Kolejne zdjęcie z podpisem w trybie warunkowym. Tak wyglądało stanowisko artyleryjskie kal. 380 mm, takie same działa stanowiły główne uzbrojenie „Bismarcka” i „Tirpitza”. Zdjęcie modelu i kilka innych zrobiłem w tym muzeum przed laty... gdy jeszcze wolno tam było robić zdjęcia we wnętrzach, obecnie tylko na zewnątrz.
Tak to wyglądało w 2011 roku, wejście do muzeum „Batterie Todt” obok żółtych pocisków w wykopie, po lewej stronie widać kilka armat na ekspozycji zewnętrznej oraz...
... żółty pocisk na wózku wraz z fragmentem torowiska, ten sam tor można zobaczyć na zdjęciu modelu bunkra. Niemiecka betonowa bomba wkopana i pomalowana na żółto najpewniej z powodów estetycznych, taki tutejszy militarystyczny krasnal ogrodowy.
Stalowe drzwi na progach komór i tuneli, w nich magazyny, pomieszczenia mieszkalne i kontroli ognia, generatory i czerpnie powietrza.
„(…) co kilka dni Niemcy wymierzają w Dover swoje ciężkie działa i posyłają na miasto parę pocisków o wielkiej sile wybuchowej... czasem ginie kilka osób. Jest to bezmyślne, niepotrzebne, nie służące żadnym celom wojskowym... zupełnie jakby Niemcy złościli się na to wąskie pasmo wody (...)”. Napis „Wystrzeliliśmy (Poleciały) przeciwko Anglii” i daty, jak widać Steinbeck relacjonował rzecz dokładnie, strzelano od końca 1942 do połowy 1944 roku.
Pusta kazamata bunkra ma kilka poziomów, na niższym i w bocznych pomieszczeniach pokazywane są mniejsze eksponaty, tutaj mundury lotnicze, fragmenty samolotów i wyposażenie.
Pomieszczenie jest dobrze oświetlone, przestrzeń zajętą kiedyś przez pancerną wieżę (patrz zdjęcie modelu) przegrodzono wielką przeszkloną ścianą. Zdjęcie zrobione w 2011 roku, czyli wtedy, gdy już nie było wolno i...
.... kilka lat wcześniej, gdy było wolno i było co fotografować. Niemieckie „konne stanowisko przeciwlotnicze”, za nim SdKfz 2, czyli NSU-Kettenkrad, lekki pojazd gąsienicowy, wyżej stoją m.in. polski przeciwpancerny Bofors kal. 37 mm i niemiecka armata przeciwpancerna Pak 36 tego samego kalibru. Muzeum znajduje się w stanie nieustannej modernizacji, więc niewykluczone, że za jakiś czas te eksponaty wrócą na swoje miejsce lub pojawią się w innym.
Niezłe zestawienie skal, standardowa niemiecka armata przeciwpancerna Pak 40 kal. 75 mm i największy, ale i najcenniejszy eksponat muzeum, jedyne w Europie działo kolejowe Krupp K5 kal. 280 mm.
K5 jest depozytem francuskiego Ministerstwa Obrony, które „chomikowało” je w magazynach armijnych od końca wojny do 1991 roku i dlatego europejski egzemplarz „Chudej Berty” jest dużo mniej znany niż ten poskładany z dwóch dział zdobytych przez Amerykanów we Włoszech, obecnie w Aberdeen w USA. Muzeum w Audinghen stopniowo odrdzewia i maluje swoją „perłę w koronie”, do wyczyszczenia pozostała ostatnia część – platforma załadowcza z dźwigiem, po której poruszały się wózki z pociskami, w skrzyni umieszczony był także generator pomocniczy.
K5 waży 218 ton i trzeba było przenieść na grunt gigantyczny impuls odrzutu. Armata była jedną z bardziej udanych, bo przy potężnym kalibrze i zasięgu mogła być przewożona bez demontażu i strzelała z normalnych torów kolejowych. Opiera się na dwóch sześcioosiowych wózkach, więc nacisk na oś mieści się w dopuszczalnym zakresie obciążania torowisk.
„(…) pięciuset ludzi i wielka rura ze stali, potężne materiały wybuchowe, mapy i plany, formuły matematyczne, telefony i wykrzykiwane rozkazy sprzysięgły się, żeby złamać czyjś krzak róży”. Lufa ma 21,5 metra długości, prędkość początkowa wynosiła 1120 m/s, zasięg maksymalny przy standardowej amunicji to 50 kilometrów. W chwili ataku na Francję Niemcy dysponowali ośmioma armatami tego typu, Hitler kazał skoncentrować je w ramach przygotowań do inwazji na Anglię, potem trzy z nich weszły na stałe w skład tutejszych baterii brzegowych i były używane z powodzeniem do zwalczania żeglugi na kanale La Manche, uczestniczyły też w ostrzeliwaniu brytyjskiego wybrzeża.
Stara rosyjska trzycalówka wygląda przy K5 jak zabawka. Właściciele Audinghen chcą najwyraźniej łapać zwiedzających na program „ogólnowojskowy”, więc obok dział stawiają, co tylko mają: ciężarówki, transportery opancerzone i łodzie desantowe.
Gigantyczne działo kolejowe stojące obok bunkra, jaki pozostał po jeszcze większej armacie, byłoby naprawdę znakomitą „osią tematyczną” dla specjalistycznego muzeum artylerii. Widok od strony morza, kto czeka na rodzinę, może pójść na plażę – oczywiście po to, by oglądać inne bunkry, kto umówił się w Ambleteuse...
... tego czeka równie miły, 4–5 kilometrowy spacer, aż dotrze do tego budynku, Musée Historique 39–45, łatwo tam trafić, bo...
... droga biegnie wzdłuż ogrodzenia, a za nim kilka zielonych pojazdów. Ten Sherman M4A4 pięknie odmalowany przez muzeum i noszący oznaczenia 2 Pułku Kirasjerów 1 Dywizji Pancernej 1 Armii Francuskiej...
... ma już jednak swoją własną, dramatyczną, a przecież nieopowiedzianą historię – bo i kto chce słuchać dramatów? Nie jestem specjalistą od balistyki, ale cienki tył wieży – dlatego z przodu dodawano warstwę pancerza – został przebity pociskiem przeciwpancernym dużego kalibru (75 mm?) i trafiony kumulacyjnym pociskiem z pancerzownicy.
M-14 Half-track, czyli eksportowa wersja amerykańskiego transportera półgąsienicowego, tutaj w rzadko spotykanym wariancie do ewakuacji rannych. Przebudowany na ambulans przez Kandyjczyków, uczestniczył podobno w walkach wokół Boulogne sur Mer w sierpniu 1944 roku.
Muzeum... no cóż, niedoświetlone, jak to muzeum, gabloty wąskie, głowy i ręce na poziomie manekinów z wystaw sklepowych z lat 60., więc co tu chwalić? Można pochwalić to, że tę budę na skraju francuskiego letniska wystawiło dwóch kolekcjonerów, a poświęca się tu kampanii wrześniowej 1939 roku tyle miejsca, co w Imperial War Museum w Londynie. Jest to tym ważniejsze, że obywatele zachodniej części Unii Europejskiej zwykle uważają, że II wojna światowa rozpoczęła się w 1940 roku, a cały ambaras wziął się stąd, że Czesi nie chcieli oddać Hitlerowi Gdańska.
Dobór mundurów bez pudła i proste, dobre podpisy. „Polski kapral, nowoczesny mundur jak na tę epokę, hełm zapewniający dobrą osłonę balistyczną. Żołnierz niemieckich wojsk pancernych, złote brzegi pagonów jednostki rozpoznawczej, krzyż na prawej piersi za uczestnictwo w wojnie hiszpańskiej (1937–39)”. Eeee... to Hiszpanie nie chcieli oddać tego Gdańska?
Kampania norweska 1940 roku, po lewej „Alpejska szarotka”, czyli niemiecki strzelec alpejski, żołnierz po prawej nie jest wojskowym listonoszem, lecz francuskim strzelcem alpejskim w charakterystycznym czarnym berecie (tarte) z trąbką będącą symbolem tych jednostek. Nie zapomniano o Polakach, hełm na półce obok Francuza.
Jak na swoje możliwości, muzeum poświęca bardzo dużo miejsca drôle de guerre (udawanej, dziwnej wojnie) na froncie zachodnim w 1939/40 roku, a przecież nie jest to coś, z czego Francuzi mogliby być dumni. Kolejny punkt dla Ambleteuse.
Niemcy kpili sobie z Francuzów i Brytyjczyków, nazywając sytuację na Zachodzie Sitzkrieg, czyli wojną na siedząco, a po nabraniu sił, na wiosnę 1940 roku pokazali im, jak działa prawdziwy Blitzkrieg. Muzeum ponownie przypomina o zapomnianych, w tym przypadku o 700 spahisach z 2 Pułku Algierskiego (i 2 Marokańskiego), którzy przez 8 godzin bronili miasteczka Horgne, powstrzymując natarcie 1 Dywizji Pancernej Wehrmachtu.
Skromna rozmiarami gablota, nieco przepełniona przedmiotami odkopanymi na plażach Dunkierki w 1991–92 roku, pamiątkami po panicznej ewakuacji wojsk brytyjskich i francuskich w czasie operacji Dynamo (od 26 maja do 3 czerwca 1940 roku).
Hitler próbował udobruchać Wielką Brytanię i pozwolił Brytyjczykom wiać do domu, ścigając ich tylko lotnictwem, a potem ta sama Luftwaffe miała ich „przywołać do rozumu i rozsądku” i zmusić do przyjęcia niemieckich propozycji pokojowych. Trzy mundury i trochę drobiazgów to niewiele jak na zilustrowanie bitwy o Anglię, ale i tu znaleźć można...
... czapkę polskiego lotnika umieszczoną chyba nieprzypadkowo obok plakatu ze słynnym cytatem z przemówienia Winstona Churchilla.
Raczej niezamierzona, ale wymowna makabra, wciśnięta w kąt pomiędzy mundury lotnicze – duża lalka „ubrana” w maskę gazową dla niemowląt z wymuszonym obiegiem powietrza. II wojna światowa była zbyt dynamiczna, by móc skutecznie stosować gazy bojowe, ale ryzyko użycia obu dostępnych wówczas typów broni masowego rażenia – Japończycy intensywnie rozwijali broń biologiczną – było zupełnie realne, wojna zakończyła się „efektownym debiutem” trzeciego typu broni w Hiroszimie.
„Rommel ściga Brytyjczyków (aż) do Egiptu” – francuski plakat propagandowy z okresu okupacji i kilka hełmów, czapek i pamiątek z kampanii na pustyni.
„Nosił Rommel razy kilka...”, a po dwóch latach alianci lądowali we Włoszech, ponownie są to ci mniej znani alianci. Armię francuską reprezentuje arabski góral (goumier) z Atlasu, armię polską sierżant 3 Dywizji Karpackiej. Ej, góral, ci ja, góral, spod samiuśkich Tater...
Front wschodni zajmuje oddzielny pokój. Po jednej stronie Niemcy z motocyklem, po drugiej ciekawie dobrani reprezentanci Armii Czerwonej, piechur z początkowego okresu wojny w budionnówce, doński Kozak, czołgista, spadochroniarz w maskującym kombinezonie i ten oto bohaterski matros w waciaku.
Kolejne ciekawe eksponaty, bardzo niepoprawne politycznie mundury LVF, czyli Legionu Ochotników Francuskich walczącego po stronie niemieckiej na froncie wschodnim. Zgłosiło się 13 000 ochotników, przyjęto 5800 osób, jednostki sformowano w połowie 1941 roku, w zimie tego samego roku zostały zdziesiątkowane w czasie walk na froncie moskiewskim. Legion zrekonstruowano na wiosnę 1942 roku i tym razem skierowano do walki z partyzantką, w 1944 część żołnierzy wstąpiła do SS, sformowano z nich dywizję Charlesmagne (Karol Wielki). Podobno jej członkowie walczyli jeszcze w kwietniu i maju 1945 roku, broniąc bunkra Hitlera w Berlinie. Ciekawe, że w wielkim Muzeum Armii w Paryżu nie znalazłem nic na ten temat, pewnie nie znalazłem właśnie dlatego, że takie wielkie.
Bitwa o Atlantyk, ponownie wielki temat w małej gablocie, i na dodatek mocno kojarzący się z filmem Das Boot, pan kapitan nie może się obejść bez butelki szampana.
Jedno z ciekawszych miejsc w muzeum, paryska ulica w czasie okupacji. Wojna czy pokój, ale francuska elegancja obowiązuje, również w sklepie „Nur für Wehrmacht”.
Kolaboracyjny rząd Vichy na południu Francji. Na okupowanej północy Maquis są zagrzewani do akcji przeciwko Niemcom i kolaborantom przez generała De Gaulle’a, w nocy brytyjskie samoloty zrzucają im broń i wyposażenie.
Daleki Wschód i Pacyfik, kolejny wielki teatr działań w małej salce, japońscy żołnierze na tle bambusowej chaty, a dokładniej niedużej ściany.
„Lotnictwo w czasie wojny”, „Ruch oporu”, „Bitwa o Pacyfik”, „Lądowanie w Normandii” z naciskiem na to ostatnie, wejście w kształcie przekroju kadłuba samolotu skojarzyło mi się z szybowcami desantowymi.
Po lewej część ekspozycji na temat ruchu oporu w okupowanej Francji, po prawej lotnicze karabiny maszynowe i MP 40 – pochodzą z niemieckiego samolotu patrolowego Fw 200 Condor, szczątki którego wyłowił u brzegów Irlandii francuski trawler rybacki. Pomiędzy dwiema gablotami eksponat o pouczającej i chyba pocieszającej historii. Jest to radio, na którym rodzina francuskiego farmera słuchała w czasie okupacji audycji BBC z Londynu. Niemieccy żołnierze mieszkający w domu farmera ignorowali to całkowicie, ale słuchali z kolei radia Berlin, gdy wracali po służbie na kwaterę.
Kolejna gablota wypełniona piaskiem i żelastwem, tym razem z normandzkich plaż, leży tu np. pordzewiały wukaem 0,5 cala. Amerykański spadochroniarz ma po swoich bokach duże gabloty z uzbrojeniem, piechota obu walczących stron miała już do dyspozycji skuteczną broń przeciwpancerną z głowicami kumulacyjnymi.
Jedyna bodaj diorama w całym muzeum, znakomicie wykonana, ale mocno przesiąknięta „duchem filmowym”, bo wygląda jak stopklatka z Szeregowca Ryana.
Jak pokazać kilkudziesięciokilometrowe wybrzeże na kilku metrach? Całkiem prosto, wystarczy ustawić w odpowiedniej kolejności manekiny w odpowiednich mundurach, od lewej Amerykanie na plaży Omaha, pierwszy z nich zaraz zacznie wspinać się na Point du Hoc, bliżej plaża Utah, jeszcze bliżej Brytyjczycy na Gold, Juno i Sword, potem francuski komandos lądujący pod Ouistreham. Z prawej strony lądowaniu przyglądają się dwaj marynarze, Brytyjczyk i Amerykanin, i już mamy cały D-day 6 czerwca 1944 roku.
Wybrzeże w okolicach Calais i Boulogne jest najeżone bunkrami, Wał Atlantycki był tu naprawdę najsolidniejszy. Wypływając promem z Calais, mija się takie betonowe pudła jak słupki dystansowe, niektóre w niezłym stanie, inne po kilkudziesięciu latach osunęły się ze skarpy na plażę. Tagi:
muzeum,
wojsko
Świetna wycieczka gdzie mogę uregulować należność za bilet wstępu. dzieki